73). Rozliczenie.

Mam dwie ręce, komputer i jestem otwarty na przepływ myśli. Czy jest coś, o czym świat powinien wiedzieć? Po pierwsze to, że jestem ostatnią osobą, która powinna komuś mówić jak ma żyć. Jestem przykładem tego jak nisko można upaść bez poddania się myśli przewodniej – bez posiadania charakteru. Miałem skomplikowany okres dojrzewania. Ktoś mógłby powiedzieć, że moja tożsamość została zwichnięta i należy zawrócić ją na właściwe tory. Problem w tym, że ja tego nie chcę. Stąd gdzie jestem bardzo dokładnie widać, że ludzkie pożądanie nie ma dna. Tak samo jak śmierć konsumuje powoli ciało, tak człowiek popada w zależność od przedmiotów, osób, zdarzeń, czy idei. Życie opiera się o czerpanie z otoczenia pełnymi garściami. Budujemy swój wizerunek „na bazie” tego co zabraliśmy innym. I chociaż świat w żadnym momencie tego procederu się nie skurczył, to jak świadczy to o naszej naturze? Jak można zachować spokój będąc wieczne nienasyconym? Śmierć ciała jawi się nam jako tajemnica, ale często także obietnica lepszego życia. Moje zdanie jest inne: tam gdzie istnieje tożsamość nie ma miejsca na szczęście. Moim wybawieniem jest śmierć iluzji, że istnieją odseparowane od siebie jednostki, bo gdyby faktycznie miały one istnieć ich jedynym celem byłoby cierpienie. Cierpienie spowodowane świadomością własnej destrukcyjnej natury… Możesz się z tym nie zgadzać, ale człowiek bez empatii nie jest dla mnie czymś wartym odnotowania. Pytanie „Być, albo nie być? nie ma znaczenia, bo jeżeli jesteśmy od siebie oddzielni (Byt), to na zawsze, a jeżeli jesteśmy całością (niebyt) to nie ma kogoś zadającego to pytanie.

72). Świat jednostek.

Jednostka do życia potrzebuje przyczyny. Nie mogłaby istnieć, gdyby ktoś jej nie chciał. Ale jeżeli definiuje ją ktoś inny, czy może dalej być nazywana odrębną? To jest trochę tak, jak w przypadku lepienia ludzika z plasteliny. Tworzysz go, nadajesz mu cechy, więc czy można powiedzieć, że to co sobą prezentuje wynika z jego woli?

71). Dlaczego tak, a nie inaczej?

Miałem w młodości spotkanie z pewnym człowiekiem, który na każde moje przemyślenie odpowiadał pytaniem o treści: „dlaczego tak, a nie inaczej”? W opowiedzi próbowałem posługiwać się tzw. logicznymi argumentami. Dzisiaj wiem, że nie ma czegoś takiego jak słuszna myśl, decyzja, czy stan umysłu. Wyobraźcie sobie świat, który na ułamek sekundy się „zawahał” i zwątpił w słuszność całokształtu. Wydaje wam się, że można żyć w takim miejscu? Oznaczałoby to, że wszechświat przyznał się do własnej niedoskonałości, tworząc tym samym wyrwę w monolicie oznaczającą jego koniec. Odpowiadając na tytułowe pytanie: „dlaczego moje myśli są sformułowane tak, a nie inaczej?” stwierdzam, że jest tak, ponieważ nie zwątpiłem w słuszność instytucji nazywanej życiem…