Granica istnienia i śmierci.

Jeżeli jesteś świadomy własnych granic, czy jest to równoznaczne ze stwierdzeniem: jestem kawałkiem całości? A jeżeli tak, czy uważasz, że całość ma granice, tak abyś mógł być kawałkiem czegoś faktycznego? Przyznasz chyba, że rzeczywistość postrzegana jako nieskończona nie ma kształtu, więc nie sposób jej podzielić. Wobec tego, czy prawdziwe będzie stwierdzenie, że istniejesz? Ktoś powie: jestem „taki” (wpisz tu sposób w jaki postrzegasz samego siebie). Żeby to stwierdzić człowiek musi istnieć razy dwa, aby móc odnieść się do czegoś faktycznego (musi istnieć „ja oceniające” i „ja oceniane”). Jeżeli „ja oceniające” jest różne od „ja ocenianego” i jednocześnie twierdzi, że ja oceniane jest „Mną w pełni” samo staje się czymś obcym (a zatem nieuprawnionym do ustanawiania prawdy o mnie).
Konkluzja: nie ma ja oceniającego, a więc nie ma ja ocenianego, a jeżeli nie ma mnie nie ma też świata, z jego sławnymi granicami… Pozostała tylko pustka.