4). Kto błądzi?

Błądzić, znaczy przemierzać nieznaną przestrzeń. Czym byłaby przestrzeń znana t.j. przewidywalna? Przestrzeń przewidywalna jest jak klatka filmowa t.j. statyczna. Można uwiecznić człowieka na filmowej kliszy, ale z całą pewnością nie może on istnieć w warunkach bezruchu, ponieważ podstawą bytu jest zmiana. Tak naprawdę nie dążymy więc do zaspokojenia, bo okazałoby się, że rodzimy się z intencją śmierci (próby uchwycenia chwili, „trwania” w totalnym bezruchu w tzw. doskonałości, która paradoksalnie „nie może zostać sklasyfikowana”).

„Człowiek musi być bez zarzutu, a rzecz bezbłędna. Ale bez zarzutu jest tylko czyste, okrągłe, bezbłędne zero”.

Autor: Walther Rathenau

To co robi człowiek, który błądzi to poszukiwanie równowagi, a równowaga wymaga istnienia dwóch przeciwstawnych „parametrów” na obu szalach wagi. Niektórzy szukają swojej przeciwwagi w innych ludziach, przyrodzie, podczas gdy inni zaglądają do wewnątrz, oddając się wyciszeniu. Czego szukamy? Zniknięcia problemu, ale kiedy to się już stanie nadal nam czegoś brakuje. Dlaczego? Tam gdzie obecne jest poczucie Ja istnieją także porównania n.p. zaspokojenie i niedosyt. „Po każdej nocy wstaje dzień”, a „wszystko co ma początek, ma też koniec”. Można powiedzieć, że wszystko w naturze występuje w parach przeciwieństw(przeciwwag): przypływ-odpływ, noc-dzień, życie-śmierć. Chciałoby się rzec: Idealna równowaga, ale ludzie żyją w przeświadczeniu, że mają wybór. Problem w tym, że te wybory nic nie znaczą, bo prowadzą donikąd. Człowiek nie szuka jednej konkretnej „emocji”, więc jedyną drogą jest zaakceptowanie ich wszystkich. Kim jesteś Ty, widzący, słyszący, czujący cały Ten świat człowieku? Czy możesz być odrębny od własnej percepcji? A jeżeli świat to Twoja projekcja, do kogo wysyłasz swój apel o zmianę? Myślisz, że jest coś więcej niż to co jest? Jaki byłby sens istnienia niekompletnego świata? I kto błądzi, jeżeli istnieje tylko To doświadczenie?